656 Obserwatorzy
27 Obserwuję
CzarnyKapturek

EVERYDAY BOOK

Lubię czytać - po to się zalogowałam. Uwielbiam polskich pisarzy, dla nich składam hołd i lecę dalej, bo książka czeka c;

Opowieść o tym, czego brakuje mi w prawdziwym świecie.

Żelazny Król - Julie Kagawa

Są takie książki, o których mało kto słyszał. Niestety, bo na pewno większość z nich zasługuje na ogólnopolski rozgłos. Tak, aby każda jedna osoba lubiąca czytać powinna o nich się dowiedzieć. Dokładnie nie pamiętam w jaki sposób „spotkałam” tą książkę, chyba przez moją koleżankę, która znalazła ją w bibliotece i opowiedziała mi o niej. W takich literackich wyborach ufałam jej, bo miała/ma znacznie lepszy gust od mojego. Podczas, gdy ja wzdychałam do Edwarda (tak! kochałam Zmierzch i nie wstydzę się tego) ona znajdowała coraz to lepsze perełki, którymi się ze mną dzieliła. Taką na pewno jest Żelazny Król Julii Kagawy, o którym piszę pierwszy raz po tylu latach znajomości.

 

Moje zainteresowanie wszystkim, co bajkowe i nieprawdziwe narodziło się w gimnazjum. Olśnienie to naszło mnie, gdy doszłam do wniosku, że się starzeję, a nie chcę dorastać. Nagle wróciłam do oglądania ulubionych bajek, czy czytania książek dla dzieci po to, by czuć, że nadal jestem tą małą i słodką istotką. Niestety, pomimo niskiego wzrostu nie udało mi się do końca odzyskać dziecięcej filozofii, ale przynajmniej dzięki temu uwierzyłam jaką moc mają marzenia oraz jak piękny jest świat, gdy jest się małym, nierozumiejącym prawie nic dzieckiem.

 

Akcja rozpoczyna się w momencie, gdy do 16 urodzin głównej bohaterki – Meghan Chase – została niecała doba. Razem z mamą, ojczymem i przyrodnim bratem mieszka na totalnym odludziu. Rodzina nie należy do bogatych, ale żyją po swojemu. Od kilku lat nasza główna bohaterka podkochuje się w najprzystojniejszym chłopaku w szkole. Dlatego jest podekscytowana na samą myśl, że właśnie dzisiaj będzie przez godzinę udzielać mu korepetycji. Poniekąd dziewczyna jest załamana, że nie ma ładniejszych ubrań by zrobić na nim wrażenie i przy okazji zostać zaproszoną na bal. Szkoda, że on o jej pomyśle nie ma żadnego pojęcia. Ethan – młodszy brat ma swojego ulubionego pluszaka – Kłapcia i jest na tym etapie, że wierzy w potwory. Gdy mówi o tym swojej siostrze, Meghan „wygania” je z jego pokoju, ale nie wierzy w to, co mówi jej brat. W końcu mogła wyjść z domu i w deszczu pobiegła na najbliższy przystanek, by dostać się do szkoły. Tam spotkała swojego najlepszego przyjaciela – Robbiego, który jest znany ze swojego humoru, a i tym razem sprawuje psikusa swojej koleżance. Gdy przychodzi czas, w którym kończą się lekcje Meghan udaje się do pracowni komputerowej by oczarować swoim wdziękiem przystojnego kolegę. Niestety nie udaje jej się to. Tylko dotknęła komputera, a na jego ekranie pojawiły się dziwne napisy. Chłopak wyzwał ją i uciekł. Następnego dnia zemścił się na bohaterce, chociaż to nie była jej wina. W życiu Meghan pojawiają się coraz to nowsze i dziwniejsze rzeczy. Zaczyna widzieć dziwne postacie, a na dodatek jej brata coś opętało. Robbie pospieszył z wytłumaczeniem i pomógł jej w przedostaniu się do Losoboru w celu odnalezienia prawdziwego Ethana, bo to, co znajdowało się w jej domu było podrzuconym Odmieńcem.

 

Jednak drogę do odnalezienia ukochanego brata przecina wiele zdarzeń, które ciężko wymienić. Najważniejszym chyba jest ponowne spotkanie chłopaka o imieniu Ash. On i Puk, czyli wcześniej Robbie, postanowili stoczyć pojedynek. Przyjaciel chcąc ratować swoje życie uciekł i wrzucił bohaterkę na drzewo, na którym znajdował się Grim, gadający kot. Jakby wszystkiego było mało. W dalszą wędrówkę, do Jasnego Królestwa, prowadzi ją właśnie Grim. Kot jak to kot, jest bardzo przebiegły. Zapłatą za pomoc miała być drobna przysługa, bohaterka nie miała innego wyjścia i zgodziła się na taką opcję. W końcu (znowu po wielu przeprawach) dotarła na Letni Dwór, a tam czekała na nią kolejna szokująca wiadomość. Król Oberon jest jednak kimś ważnym w życiu bohaterki. Następnym głównym wydarzeniem było Elizjum, podczas którego spotykały się dwa dwory – Jasny i Mroczny. Królowa Mab przybyła wraz ze swoją świtą, a tajemniczy i przepiękny Ash okazał się jednym z książąt. Meghan nie była zadowolona z takiego obrotu spraw. Niestety podczas tego politycznego spotkania dochodzi do zamachu. Dziwny stwór pojawia się znikąd krzywdząc przedstawicieli obu królestw. Najdziwniejsze po jego unicestwieniu było to, że na jednej z jego głów znajdował się żelazny robak, a przecież Elfy i inne istoty magiczne nie mogą go dotykać, bo jest dla nich prawie śmiertelny. Tak w sumie zaczyna się największa i najbardziej pokręcona historia jaką miałam przyjemność kiedykolwiek czytać.

 

Lektura tej książki do lekkich nie należy, cudowne opisy, w których autorka opisuje każdą prawie rzecz są tak obrazowe, że czytelnik czuje jakby wszystko rozgrywało się przed nim. Niczym film tylko, że w pisanej formie. Po prostu coś trudnego do opisania. Oprócz odnalezienia brata, autorka postawiła przez bohaterką jeszcze jedno zadanie – ocalenie obu królestw, ale czy jej się uda? Jednak to nie tylko książka z magicznym wątkiem. Również pani Kagawa zadbała o czytelniczki uwielbiające wątek romantyczny, czyli o mnie też. Na samą myśl czuję dreszcze, bo to w jaki sposób uczucie naradza się pomiędzy tymi postaciami jest cudowny. Zakazany co pewnie tylko potęguje genialność użycia miłości. Oprócz tego potężnego uczucia, czytelnik ma jeszcze do czynienia z wieloma innymi, ale jakby łączącym się z tym głównym. W sumie przyjaźń to pewne „odgałęzienie” miłości, bo przecież to uczucie można nazwać na wiele sposobów.

 

Bohaterowie są wyjęci rodem z Snu Nocy Letniej Szekspira, niestety nie miałam okazji przeczytać tego dramatu, bo za tymże autorem nie przepadam. Jednak po lekturze Żelaznego Króla będę musiała to zmienić chociażby przez wzgląd na to, że pani Kagawa zainspirowała się tak popularnym i wielkim twórcą. Do tej pory, nawet po tylu latach i kilkukrotnym przeczytaniu nie mogę wyjść z podziwu dla warsztatu literackiego autorki. Na dodatek powieść ta wywołuje we mnie takie samo podekscytowanie i niezliczone pozytywne uczucia co za pierwszym razem. Uwielbiam wracać do tej opowieści, bo przywołuje wspomnienia i nadzieję na to, że może gdzieś tam istnieją takie królestwa, a w przyszłości będzie mi dane je odwiedzić. Autorka w jednej serii zamknęła wszystkie moje potrzeby. Elfy, gobliny, przerażające stwory z kilkoma łbami, ogry, wróżki przecież to wszystko jest tak magiczne, a zamknięte na karach jednej książki samo się prosi o otwarcie i jej wypuszczenie.

 

Zapomniałam jeszcze o jednej i ważnej kwestii, bez której powieść Kagawy nie byłaby tak genialna. Oprócz magii, która znajduje się na każdej jednej stronie, obrazowych opisów, bohaterów nieirytujących swoją głupotą jest jeszcze jeden ważny czynnik, a mianowicie humor jakim tryskają postacie osadzone na kartach Żelaznego Króla. Autorka z wielką lekkością i prawdziwością zabawia czytelnika dialogami czy sytuacjami.

 

 

Żelazny Król to nie jest kolejna głupiutka książeczka pokroju: „Mam szesnaście lat, więc wiem co to życie i zakocham się w pierwszym lepszym”. Chociaż bohaterka czasami przerażała mnie swoimi decyzjami to moją niewielką niechęć przezwyciężałam dla Asha, który jest nieodwołalnie jednym z moich ulubionych bohaterów. Wiem, że to teraz może zabrzmieć jak zdrada wobec Cassandry Clare i jej boskiego Jace…, ale on jest tak popularny, że aż nie mój. Jamie Bower skutecznie obrzydził mi postać tego jasnowłosego chłopca, którego tak uwielbiałam. Pewnie niektórzy z Was Asha też znają i kochają jak ja, ale to jest bardziej „intymne” niż „związek” z takim Waylandem/Herondale/Lightwoodem (tak, nadal go uwielbiam ale już nie tak bardzo). Żałuję tylko tego, że w Polsce zostały wydane tylko dwa tomy przygód Meghan… smuci mnie to bardzo, bo nie mam pojęcia w jaki inny (tani!) sposób dostać się do magicznego świata, z którego nie chcę wychodzić ani na chwilę.

Źródło materiału: http://everydayxbook.blogspot.com